Wrocław – czyli jak miło spędzić weekend w Polsce.

„Cudze chwalicie, swojego nie znacie” – często zasłyszane, zwłaszcza od starszego pokolenia. Mama uporczywie dopytuje po co się właściwie na te Filipiny wybieramy skoro palmę to ja mogę sobie na Rondzie de Gaulle zobaczyć.

Tego chyba nie przetłumaczymy! Ale zarzut, że swojego nie znamy – OBALAMY!

To oczywiste, że większości z nas podróże kojarzą się z dalekimi miejscami, przekraczaniem granic i lataniem samolotem, ale prawda jest taka, że można zacząć od własnego kraju. Łatwiej wtedy obiektywnie porównać realia i docenić to co mamy.

Do Wrocławia wybraliśmy się 12.08. Rafał dorwał bilety lotnicze z Modlina po 9 zł, a że tak bardzo lubimy latać to nie mogliśmy sobie odmówić tej przyjemności 🙂 Okazało się, że to był jeden z lepszych pomysłów na spędzenie weekendu.

DSC06914

#1 Dzień pierwszy.

Lot do Wrocławia trwał około 4o minut, więc na miejscu byliśmy jakoś o 17. Wsiedliśmy w autobus i ruszyliśmy do hostelu, aby zostawić rzeczy. Na miejscu okazało się, że wpuszczają dopiero o 23. Zdziwieni, ale niezbyt zmartwieni ruszyliśmy na odkrywanie miasta. Momentalnie zrobiło się ciemno,a mimo to tłumy, które mijaliśmy na ulicy wcale nie znikały! Zachęceni widokiem grupki stojącej w kółeczku poszliśmy w ich kierunku. Po środku nich stał Połykacz Ognia. Wyciągnął spośród zebranych niejaką Matyldę i rozbawiał tłum, jednocześnie strasząc go ogniem. Pokazał swój finałowy trik w postaci płomiennych kół, a ludzie szaleli z radości klaszcząc ile sił w dłoniach.

Nieopodal grupa jakichś 5 chłopaków tańczyła hip-hop ku uciesze gapiów.

Idąc dalej dyskutowaliśmy o tym jakie to wspaniałe, że Wrocław tak tętni życiem porą nocną. Czuliśmy się usatysfakcjonowani i nie oczekiwaliśmy więcej niespodzianek, po czym trafiliśmy na Uliczny Teatr! Pokaz miał się zacząć za pół godziny. Ludzie usiedli grzecznie na chodniki podkładając sobie pod tyłki kurtki, żeby się nie przeziębić i czekali cierpliwie na przedstawienie. Tuż przed 21 „dyrygent” kazał wszystkim się podnieść i momentalnie rozrzucał ludzi po placu jak mu się żywnie podobało.

DSC06933

Zbici z pantałyku, nie wiedząc kompletnie co się dzieje – chodziliśmy tak jak nam kazano. Włączono muzykę, rzutnik, dźwięki dobiegały z różnych stron. Nikt nie wiedział gdzie i na co patrzeć, czego słuchać. Za moment z kilku stron wjechali aktorzy na wysokich wózkach. Jeździli wte i we wte między widzami, a ci uciekali, żeby przypadkiem na nich nie wjechano. Następnie pojawili się kolejni aktorzy i procedura cały czas wyglądała identycznie. Sztuka była tak dziwna, że ciężko ją opisać!

Zaintrygowani i wciągnięci zostaliśmy do samego końca.

DSC06949

Nie zdążyliśmy się obejrzeć, a już była 23. Wróciliśmy do hostelu, a tam kolejna niespodzianka! Na ścianie pokoju, w którym mieliśmy spać widniała fototapeta Burj Al Arab 😀 Dubaj jest z nami nawet we Wrocławiu 🙂

„Nihil fit sine causa”  – czyli: Nic nie dzieje się bez przyczyny.

2#Dzień drugi.

O Wrocławiu wiedzieliśmy tylko tyle, że jest tam jakieś zoo, Panorama Racławicka i Sky Tower. Postanowiliśmy, że zobaczymy dwa pierwsze punkty, bo Panoramę Racławicką już kiedyś Rafał widział, a ja nie byłam szczególnie tym zainteresowana.Plan był taki, że zjemy śniadanie następnie pojedziemy do zoo a wieczorem udamy się na Sky Tower, bo to najlepsza pora do robienia fotek.

DSC06979

Gdy dotarliśmy pod ogród zoologiczny nie mogliśmy wyjść z szoku. Do okienek kasowych stał sznur ludzi. Kolejka była tak długa, że nie było widać końca! Ale jak już postanowiliśmy tam pójść, to nie chcieliśmy tak łatwo się poddawać. Wyczekaliśmy swoje i dostaliśmy upragnione bilety. Cena za osobę wyniosła nas aż 35 zł (co w porównaniu do zoo w Warszawie wychodzi dwa razy drożej!). Na szczęście było warto. Spacer po zoo zajął nam prawie 4h. Obeszliśmy i zobaczyliśmy wszystko co się dało.

Najbardziej uszczęśliwiło nas spotkanie z żyrafami – te prawie zjadły mi głowę (szkoda, że nie udało się tego uwiecznić na fotce, ale ja byłam zajęta uciekaniem a Rafał ostrzeganiem mnie). Jak wiecie, w ogrodach zoologicznych ustawiane są siatki/ płoty, za które ludzie nie mogą wchodzić. We Wrocławiu jednak mało kto się tym przejmował, a my skuszeni losem także udaliśmy się za teren ogrodzenia. Dzięki temu żyrafy mieliśmy na wyciągnięcie ręki, znaczy głowy 😀

This slideshow requires JavaScript.

DSC06985

Gdy udało nam się w końcu coś zjeść było już całkiem późno. Pospieszyliśmy na tramwaj i wjechaliśmy na piętro kupić bilety na Taras Widokowy. Tym razem się rozczarowaliśmy. Już wszystkie były wykupione! Gdybyśmy wiedzieli, że rozchodzą się jak świeże bułeczki kupilibyśmy je już w piątek po przylocie… Wymyśliliśmy, że kupimy na niedzielę. Pech tak chciał, że wylatywaliśmy do Warszawy w niedzielę o 16, a tego dnia Sky Tower był otwarty od 15, więc musieliśmy całkowicie zrezygnować z tego punktu podróży.

IMG_1712

Pojechaliśmy więc obejrzeć „specjalny” pokaz fontann. Dotarliśmy na miejsce jakieś dwie godziny wcześniej, ale dzięki temu zajęliśmy najlepsze miejsca z możliwych no i obejrzeliśmy kilka improwizacji. Finalny pokaz był cudowny… Ogromne fontanny, z kolorowym oświetleniem, nastrojową muzyką i ilustracje na wodzie rozbroiły nas całkowicie. Spokojnie mogliśmy pokaz porównać z tym, który oglądaliśmy w Dubaju.

Zmęczeni całodniową wędrówką postanowiliśmy odpocząć na Starówce. Słowo honoru, że tam o każdej porze dnia i nocy jest tyle samo ludzi! 😀 My ledwo znajdując miejsce w jakieś knajpie oddaliśmy się libacji alkoholowej i ze znakomitym humorem wróciliśmy na drugą noc do hostelu.

This slideshow requires JavaScript.

#3 Dzień trzeci.

Wylegiwaliśmy się do 11. Nie trzeba tłumaczyć dlaczego. Brakowało nam trochę siły, ale lot był około 16, więc jakoś trzeba było wykorzystać te parę godzin. Udaliśmy się więc na spacer po całym Wrocławiu. Szukaliśmy krasnali i robiliśmy im fotki. To lepsze niż Pokemon Go 😀 Przynajmniej możesz sobie z tym krasnalem zrobić fotkę, a Pokemona nie przytulisz 😀 Później już tylko lot i powrót do domku 🙂

To był udany weekend. Wrocław zdecydowanie jest polską stolicą kultury i każda chwila spędzona tam jest magiczna. Na dodatek bilety na komunikację są tanie jak barszcz, więc jak komuś by się nie chciało chodzić to może sobie pojeździć 😀 Sam wygląd starówki wrocławskiej przypominał nam na przemian Pragę i Budapeszt, a niekiedy Dubaj 😀 Mogliśmy się poczuć jak byśmy byli za granicą!

 

 

 

 

2 myśli na temat “Wrocław – czyli jak miło spędzić weekend w Polsce.

  1. Ooo, wpis dla mnie idealny, bo w przyszły weekend wybieram się właśnie do Wrocławia! Na pewno będę pamiętać, żeby wcześniej kupić bilety na Sky Tower 🙂

Dodaj komentarz